Biblia ks. Jakuba Wujka — historia polskiego przekładu
Kim był ks. Jakub Wujek, dlaczego tłumaczył z łacińskiej Wulgaty, jak powstało wydanie z 1599 roku i czym jest wydanie z 1923 r., które stoi za naszym nagraniem.
Są zdania, które Polacy znają, nie wiedząc, skąd je znają. „Na początku było Słowo”. „Zaprawdę, zaprawdę powiadam wam”. „Błogosławieni ubodzy duchem”. Przez większą część nowożytnej historii Polski tym jednym tekstem, z którego wszyscy słyszeli Pismo Święte, był przekład księdza Jakuba Wujka. Ten artykuł opowiada, skąd się wziął, jak przechodził przez kolejne wieki i dlaczego nasze nagranie opiera się na konkretnym wydaniu z 1923 roku, a nie na pierwodruku.
Będziemy trzymać się rzeczy pewnych i podawać przykłady, które można sprawdzić w samym tekście. Tam, gdzie historia przekładu bywa opowiadana różnie, powiemy o tym wprost, zamiast dopisywać szczegóły.
Kim był ksiądz Jakub Wujek
Jakub Wujek żył w drugiej połowie XVI wieku i był jezuitą — członkiem Towarzystwa Jezusowego, zakonu założonego w tym samym stuleciu i nastawionego na nauczanie oraz pracę z książką. To ważne dla zrozumienia jego przekładu: nie był samotnym literatem, ale człowiekiem instytucji, która traktowała słowo pisane jako narzędzie pracy duszpasterskiej. Tłumaczenie Biblii nie było dla niego projektem artystycznym, lecz zadaniem wykonanym na potrzeby Kościoła.
Zmarł w 1597 roku — czyli przed ukazaniem się całości swojego dzieła. To jedna z tych informacji, które najwięcej mówią o skali przedsięwzięcia: przekład całego Pisma Świętego był pracą dłuższą niż życie jednego człowieka, nawet jeśli ten człowiek zaczął wcześnie i pracował bez przerwy.
Dlaczego podstawą była łacińska Wulgata
Wujek tłumaczył z Wulgaty — łacińskiego przekładu Biblii, który w zachodnim chrześcijaństwie od wieków pełnił rolę tekstu urzędowego. Dla dzisiejszego czytelnika brzmi to jak decyzja dziwna: po co tłumaczyć z tłumaczenia, jeśli istnieją hebrajski i grecki oryginał. W XVI wieku pytanie wyglądało inaczej. Wulgata była tekstem, na którym opierała się liturgia, teologia i codzienne nauczanie, więc przekład z niej gwarantował, że polski wierny usłyszy to samo, co słyszy w kościele.
Ta decyzja ma dla nas bardzo praktyczne konsekwencje, słyszalne w nagraniu. Łacińska składnia odcisnęła się na polskim zdaniu: stąd czasownik wysunięty przed podmiot, stąd zaimek postawiony po rzeczowniku, stąd ten charakterystyczny, uroczysty tok. Piszemy o tym osobno w tekście Dlaczego przekład Wujka brzmi tak dostojnie.
Druga konsekwencja to numeracja psalmów. Wulgata liczy psalmy inaczej niż hebrajska Biblia, dlatego u Wujka znany „Pan jest pasterzem moim” nosi numer 22, a nie 23, zaś „Zmiłuj się nade mną” — numer 50, nie 51. Wydawcy wiedzieli, że to zmyli czytelnika, więc w wydaniu z 1923 roku nad Psalmem 22 widnieje dopisek „U Żydów 23”. Różnice między naszym wydaniem a współczesnymi przekładami zebraliśmy w tekście Biblia Wujka czy Tysiąclecia.
Nowy Testament w 1593 roku, całość w 1599
Przekład nie ukazał się jednym rzutem. Najpierw, w 1593 roku, wyszedł Nowy Testament — część najpotrzebniejsza w pracy duszpasterskiej i najczęściej czytana na głos. Pełne Pismo Święte ukazało się w 1599 roku, dwa lata po śmierci tłumacza. Ostateczny kształt tekstu nie wyszedł więc spod ręki samego Wujka; nad wydaniem całości pracowali inni.
Warto się przy tym zatrzymać, bo dziś zwykliśmy wiązać książkę z jednym autorem. Biblia Wujka od początku była dziełem zbiorowym: jeden tłumacz, grono redaktorów, drukarnia i instytucja, która za to wszystko odpowiadała. Dalsze wieki tylko tę listę wydłużyły.
Cztery wieki w polskim kościele
Przez bardzo długi czas przekład Wujka po prostu był polską Biblią w katolickim obiegu. Czytano z niego z ambony, cytowano w kazaniach, uczono się na pamięć pojedynczych zdań. Nie trzeba sięgać po statystyki, by zobaczyć skutek: wiele zwrotów, które brzmią dziś „biblijnie”, brzmi tak właśnie dlatego, że przez pokolenia słyszano je w tej konkretnej polszczyźnie.
To ma znaczenie także dla słuchacza w 2026 roku. Kiedy włączasz to nagranie, nie słuchasz rekonstrukcji dawnego języka dla samej dawności. Słuchasz tekstu, który przez wieki pracował na głos i został przez ten głos ukształtowany — z pauzami w naturalnych miejscach, z frazą ułożoną na oddech. Jeśli chcesz to po prostu usłyszeć, zanim przeczytasz resztę artykułu, posłuchaj próbki.
Wydania XIX i XX wieku, czyli pisownia idzie z czasem
Tekst z 1599 roku zapisany był polszczyzną, której dzisiejszy czytelnik nie odczyta bez wysiłku. Dlatego w XIX i XX wieku kolejne wydania modernizowały pisownię: porządkowały zapis głosek, usuwały litery i znaki wyszłe z użycia, dostosowywały interpunkcję do ówczesnych zasad. Słowa i szyk zdania zostawiano w zasadzie bez zmian — poprawiano sposób zapisu, nie treść.
Jak to wyglądało, najlepiej widać na przykładzie. Oto Psalm 22 w wersecie pierwszym, w zapisie wydania z 1923 roku: „Psalm Dawidowi. Pan mię rządzi, a ninaczem mi schodzić nie będzie”. Zapis jest już uporządkowany, ale słowa pozostały XVI-wieczne — „ninaczem mi schodzić nie będzie” znaczy po prostu „niczego mi nie zabraknie”.
Wydania z tego okresu miały też swój własny aparat pomocniczy. Każdy rozdział poprzedzało krótkie streszczenie, dawniej nazywane argumentem — przy Psalmie 22 brzmi ono: „W tym Psalmie wylicza Prorok dobrodziejstwa kościołowi chrześciańskiemu od Pana Boga dane”. Te streszczenia nie są częścią Pisma, lecz komentarzem wydawcy, i w nagraniu ich nie czytamy.
Dlaczego nasze nagranie stoi na wydaniu z 1923 roku
Powody są dwa i oba praktyczne. Pierwszy: wydanie z 1923 roku jest w domenie publicznej, czyli nie obciążają go już prawa autorskie. Można je kopiować, czytać na głos i nagrywać bez pytania kogokolwiek o zgodę. W przypadku nowszych opracowań, redakcji i przypisów sprawa wygląda inaczej, dlatego wskazanie konkretnego, starego wydania jest tu kwestią uczciwości, a nie detalem bibliograficznym. Co wolno z takim tekstem zrobić, a czego nie — rozkładamy na części w artykule Biblia Wujka w domenie publicznej.
Drugi powód: to wydanie jest już raz zmodernizowane. Pisownia została w nim doprowadzona do stanu czytelnego, a jednocześnie język pozostał Wujkowy. Zaczynając od tekstu z 1599 roku, trzeba by zrobić podwójną pracę i podjąć o wiele więcej decyzji za czytelnika. Startując od 1923 roku, zostało naprawdę niewiele.
Co zmieniliśmy, a czego nie tknęliśmy
Tekst przygotowany pod lektora został delikatnie uwspółcześniony pod słuchanie. To nie jest nowy przekład ani parafraza — zmieniliśmy sposób zapisu i te formy, które w uchu zatrzymują zdanie, a zostawiliśmy rytm i szyk.
- Poprawiona najtrudniejsza ortografia i fleksja. „Pan mię rządzi” stało się „Pan mną rządzi”, „nademną” rozdzieliło się na „nade mną”.
- Rozwiązane skróty i zapisy nieczytelne w mowie. To, co na papierze działa jako skrót, w nagraniu brzmi jak potknięcie lektora.
- Wymienione wyrażenia dziś już nieprzejrzyste. „Ninaczem mi schodzić nie będzie” zamieniło się na „niczego mi nie zabraknie”, bo pierwsza wersja wymaga przypisu, a przypisu nie da się usłyszeć.
- Wymienione spójniki, które spowalniały zdanie. Dawne „tedy” i „albowiem” w naszej wersji nie występują ani razu, choć w wydaniu z 1923 roku „tedy” pojawia się ponad tysiąc razy. Przykład z Listu do Rzymian: „Wiara tedy z słuchania” zostało przeczytane jako „Wiara pochodzi więc ze słuchania” (Rz 10, 17).
- Zachowany szyk i rytm zdania. Inwersje zostały. W Psalmie 50 wciąż słychać „zgładź nieprawość moją” i „Serce czyste stwórz we mnie, Boże”, a nie uporządkowaną współczesną składnię.
- Zachowane słownictwo biblijne. Zakon, przybytek, zastępy, rzesza, trzoda, żywot, oblicze — te słowa zostały na miejscu. Komplet najczęstszych znajdziesz w tekście Archaizmy u Wujka.
„Na początku było Słowo, a Słowo było u Boga, a Bogiem było Słowo.”
Ten werset jest dobrym świadkiem w sprawie. Brzmi identycznie w wydaniu z 1923 roku i w naszym nagraniu — nie było tu czego zmieniać, bo zdanie jest zrozumiałe i zbudowane na trzech taktach, które same proszą o wypowiedzenie na głos. Zmiany pojawiają się tam, gdzie tekst stawia opór, i nigdzie więcej.
Jak słuchać tego przekładu dzisiaj
Pierwsze spotkanie bywa zaskakujące. Po dwóch, trzech rozdziałach ucho zaczyna jednak pracować inaczej: przestaje tłumaczyć sobie każde słowo na współczesne i zaczyna słyszeć całe frazy. To ten moment, w którym archaiczność przestaje przeszkadzać, a zaczyna pomagać — bo tekst brzmi inaczej niż wszystko, co słyszysz w ciągu dnia, i dlatego łatwiej go zapamiętać.
- Zacznij od Ewangelii, nie od Księgi Rodzaju. Narracja wciąga szybciej niż opis stworzenia i rodowody.
- Pierwszy tydzień słuchaj w ciszy, nie w ruchu. Nowy język potrzebuje trochę uwagi; w aucie i na spacerze będzie łatwiej za tydzień.
- Nie zatrzymuj się nad każdym nieznanym słowem. Sens niesie zdanie, nie pojedynczy wyraz. Słownik przyda się dopiero wtedy, gdy wrócisz do fragmentu po raz drugi.
- Wracaj do psalmów. Po jednym dziennie — to najkrótsze teksty w całym Piśmie i najszybszy sposób, by oswoić się z tą polszczyzną.
Historia tego przekładu to w gruncie rzeczy historia tekstu, który nigdy nie przestał być mówiony. Powstał, żeby brzmieć, i najlepiej sprawdza się wtedy, gdy ktoś go czyta na głos — niezależnie od tego, czy jest rok 1599, 1923, czy dziś.